| zapomniałem hasło | nowe konto | dodaj zdjęcie
Mapa
Nieistniejące
Komentarze Kresy Kresy + Polska Panoramy Pomoc
wczytywanie danych...

Zapomniane zabytki z Soboty

proszę czekać...

Najstarsze wiadomości o tej niewielkiej wsi położonej w pobliżu Lwówka Śląskiego na prawym brzegu Bobru, pochodzą z końca XII stulecia. Zabudowania Soboty już wówczas zajmowały szeroką dolinę pomiędzy Wzniesieniami Płakowickimi, a zachodnim krańcem Wysoczyzny Ostrzycy.


Średniowieczne spory

W pierwszej połowie XIII w. lokalny książę podarował osadę w formie lenna jednemu z przybyłych na Śląsk niemieckich rodów rycerskich. Niewykluczone, że była nią rodzina von Ryme, która poświadczona jest w źródłach od lat 60. XIII stulecia. Mniej więcej w tym samym czasie w miejscu drewnianej kaplicy, znajdującej się na niewielkim wzniesieniu, wzniesiono murowany kościół. Jego funkcjonowanie zostało potwierdzone 9 stycznia 1268 r. w dokumencie biskupa wrocławskiego Tomasza II.



Efektem kolejnej inwestycji tutejszych właścicieli było zainstalowanie dzwonów na wieży kościelnej (1312), których dźwięk jeszcze długie dekady roznosił się po całej okolicy. Na początku kwietnia 1318 r. książę Henryk Jaworski przekazał patronat nad katolicką świątynią zakonnicom z klasztoru Św. Marii Magdaleny, osadzonym na pograniczu śląsko-łużyckim. Nie spodobało się to dziedzicowi z Soboty – rycerzowi von Ryme, albowiem utracił wpływ na rozchód kościelnych dochodów, a były one spore z racji odkrycia złota w najbliższej okolicy. Książę jednak zdania nie zmienił. Mało tego, z czasem doprowadził do tego, iż zakonnice całkowicie przejęły kościół w Sobocie (1330).  
 Po śmierci księcia Henryka kolejny władca - Bolko Świdnicki - miał już zupełnie inne plany. Ponieważ chciał samodzielnie decydować o obsadzie probostwa w Sobocie w 1349 r., doszło do wielkiego sporu z magdalenkami z Nowogrodźca. W końcu jednak książę świdnicki - za namową biskupa - uznał racje zakonnic. W 1399 r. parafię w Sobocie przyłączono do archidiakonatu lwóweckiego.

Kilkadziesiąt lat spokoju zakończyło się w 1427 r. wraz z kilkugodzinnym najazdem husytów, którzy dokonali grabieży cenniejszego wyposażenia kościoła. Początkowo proboszcz mógł liczyć na finansowe wsparcie dziedzica. Niestety w drugiej połowie XV wieku spłonął dwór i wszystkie dochody ród von Ryme przeznaczył na wniesienie nowej rezydencji. Pomocy nie okazały nawet prawowite właścicielki kościoła, albowiem husyci zaatakowali też Nowogrodziec, gdzie spalono część miasta oraz uśmiercono wielu mieszkańców, w tym cztery zakonnice.

Burzliwy renesans

Wiek XVI przyniósł dla dziejów Soboty szereg istotnych zmian, zwłaszcza w kwestii religijnej. W 1525 r. mieszkańcy przeszli na protestantyzm, po czym zaczęli domagać się od zakonnic, aby oddały im gotycką świątynię. Magdalenki z Nowogrodźca próbowały zatrzymać kościół, ale z braku dochodów i parafian, pod koniec lipca 1540 r. sprzedały go radzie miejskiej Lwówka Śl. za 100 dukatów. Tego samego jeszcze roku rada miejska podjęła decyzję o konserwacji świątyni.

Wydawało się, iż teraz już wszystko będzie dobrze. Tymczasem rok 1567 przyniósł ze sobą straszną zarazę, która uśmierciła niemal wszystkich mieszkańców Soboty. Do tego trzy lata później wskutek uderzenia pioruna wybuchł pożar, który zniszczył zachodnią część kościoła. Ratunek przyszedł z zupełnie nieoczekiwanej strony. W 1570 r. wygasła męska linia von Ryme i okoliczne dobra przeszły w ręce Zygmunta von Czettritz, jako posag jego żony Sabiny. Pierwszą istotną decyzją nowego właściciela wsi było pokrycie kosztów remontu oraz ufundowanie przy kościele kaplicy grobowej, by w przyszłości składać tam szczątki członków własnego rodu.

Siły natury ponownie dały znać o sobie latem 1611 r., gdy w wyniku uderzenia pioruna uszkodzony został fragment świątyni. Na szczęście w odbudowie pomógł nowy dziedzic Soboty - baron Hans von Braun. Zapewne zrezygnowałby z tej inwestycji, gdyby mógł przewidzieć, jakie zniszczenia nastąpią w okolicy pod koniec wojny 30-letniej (1618-1648). Ponadto w 1654 r. kościół zredukowano, tj. zwrócono go katolikom, mimo iż we wsi była ogromna większość ewangelików.

Na początku lat 70. XVIII stulecia, kiedy majątkiem władał Fryderyk von Braun, uderzenie pioruna ponownie doprowadziło do pożaru świątyni. Z powodu trudności finansowych i religijnych odbudowę ukończono dopiero w 1708 r. Wkrótce potem wieś ponownie zmieniła właściciela. Przez kilkadziesiąt kolejnych lat Sobotę posiadali szlachetnie urodzeni przedstawiciele rodziny von Hohberg.

Wojny napoleońskie
 
Po przejęciu Śląska przez państwo pruskie mieszkańcy Soboty otrzymali zgodę na wniesienie świątyni ewangelickiej. Co ciekawe, do czasu jej poświęcenia 20 lutego 1744 r. pastor Heydrich odprawiał nabożeństwa w… sali balowej tutejszego pałacu. Za swą pracę otrzymał możliwość uprawiania 6 mórg ziemi oraz stosowne przydziały drewna! Mimo trudności finansowych ewangelicki Dom Modlitw zdołał przetrwać kolejne dekady.
Nieco lepiej wyglądało zaplecze kościoła katolickiego. Użytkujący ją wówczas duchowni zarządzali plebanią, szkołą oraz dochodowym młynem wodnym. Dzięki pozyskanym funduszom w 1744 r. zdołano nawet przeprowadzić remont części świątyni. Najcięższy okres miał dopiero nastąpić i dotknął on wszystkich niezależnie od wyznania. W latach 1757-1758 na skutek zarazy gorączki gnilnej zmarła większość mieszkańców wsi. Kolejny cios tym razem gospodarczy zadały wojny napoleońskie, podczas których wielokrotnie wykazał się bohaterstwem nowy właściciel Soboty - hrabia August Ludwik von Nostitz.

Wspominając o tym okresie warto powołać się na dziennik proboszcza z Soboty, niejakiego Scharfenberga. 23 maja 1813 r. obserwował przechodzących we wsi żołnierzy pruskich i rosyjskich, którzy wycofywali się po przegranych potyczkach. Nieco później plebanię zajęła rosyjska kawaleria, która nakarmiła konie, a potem sama zaczęła poić się wódką. Żołnierze rosyjscy usunęli się dopiero po interwencji dwóch pruskich oficerów, którzy przybyli tu z rozkazu hrabiego Nostitza. Następnego dnia do wsi przybył sam hrabia, który dopilnował, aby wojska rosyjskie zajęły pozycje obok wsi. Pomogło, ale na chwilę. Zaraz po wyjeździe hrabiego Rosjanie postawili na lennie kościelnym baterie artylerii oraz wiele tysięcy szałasów. Zniszczyli przy tym młody las sosnowy, spalili dziesięć szczap drewna opałowego, wybili zwierzynę. Załamany proboszcz musiał później z grupą mieszkańców pochować sto sztuk porzuconej padliny.
Mimo wojennej zawieruchy przetrwały najważniejsze obiekty, a pałac i świątynia ewangelicka zostały 20 sierpnia tylko nieznacznie uszkodzone od pocisków francuskich. Z kolei kościół katolicki przetrwał cały, choć w pobliżu przez kilka dni latały dziesiątki kul armatnich, a 28 sierpnia przykościelny cmentarz zajął pierwszy batalion 148 pułku. Zupełnie inaczej zakończyły się działania wojenne w następnym stuleciu.
 
Ruiny i zgliszcza  

Druga połowa XIX zapowiadała się wspaniale. Rozwijało się sadownictwo i hodowla zwierząt, wybudowano nowe budynki mieszkalne i gospodarcze. W pobliżu kościoła katolickiego powstał klasztor św. Józefa, w którym przebywały siostry boromeuszki. Wzniesiony wówczas dwukondygnacyjny budynek ozdobiono płytkimi ryzalitami, uzupełniono użytkowym poddaszem, parterową dobudówką pod tarasem oraz drewnianą werandą.



Malowniczą wieś ominęły szczęśliwie działania I wojny światowej, a jedyną pamiątką po tamtych czasach była kamienna kolumna nagrobna ufundowana na północ od kościoła. Jej wyjątkowość polegała na tym, iż pochowano pod nią polskiego żołnierza z armii rosyjskiej – Wincentego Królika, który zmarł we wsi 28 listopada 1918 r. Razem z nim pochowano, zmarłego trzy dni później Rosjanina – Fiodora Zigankowa.


Ponad dwie dekady później doszło do kolejnego zatargu między mocarstwami europejskimi. Tym razem los nie był łaskawy dla Soboty. Walki toczone w okolicy w lutym 1945 r. doprowadziły do uszkodzeń wielu budowli. Jednym ze zniszczonych obiektów był kościół katolicki, na którego wieży mieścił się niemiecki punkt obserwacyjny. Jeszcze smutniejsze było to, że przybyli tu osadnicy nie wykazali najmniejszej chęci odremontowania którejkolwiek świątyni. Zamiast do odbudowy przystąpiono, do… wieloletniej grabieży.

Dlatego w toku kolejnych dekad rozebrano zbór ewangelicki, a zniszczony częściowo kościół katolicki zaczął przybierać formę kompletnej ruiny. Zachowały się spore fragmenty ścian szczytowych z gotyckim portalem wejściowym i barokowym w późniejszej kruchcie. Niewiele pozostało również po kwadratowej wieży, wyposażonej niegdyś w XV-wieczny dzwon odlany w Legnicy. O czasach dawnej świetności przypominały już tylko: późnogotycka kamienna chrzcielnica zdobiona motywami lilii oraz dwadzieścia kamiennych płyt nagrobnych, opisanych podczas inwentaryzacji przeprowadzonej w pierwszej połowie lat 80. XX w.  
 
Wiadomo, że część XVI i XVII-wiecznych płyt nagrobnych znajdowała się pod podłogą prezbiterium. Kilka nagrobków znajdowało się też na podłodze i wschodniej ścianie zakrystii, a pięć na ścianach nawy (południowej, zachodniej i północnej). Spośród nich wyjątkowo piękne były dwie całopostaciowe płyty z ok. 1700 r., ujęte w ozdobną obudowę architektoniczną, polichromowane i złocone. Upamiętniały właścicieli: Jana Fryderyka von Brauna oraz jego żonę Zuzannę Helenę. W dolnych częściach ukazano zmarłe przedwcześnie dzieci: 6 synów i 6 córek. Warto nadmienić, że dziedzic z Soboty pełnił funkcję starszego ziemskiego księstwa świdnicko-jaworskiego oraz królewskiego sędziego księstwa legnickiego.

Nie wiedzieć czemu, wspomniane zabytki sztuki sepulkralnej, zamiast zostać zdemontowane i złożone w muzeum lub innym miejscu, „pozostawiono” rodzimym wandalom. Kilka z nich - częściowo uszkodzonych przez okoliczną młodzież - miałem możliwość obejrzenia jeszcze w 2004 r. Jedynym „zabezpieczeniem” były wówczas przylegające doń sterty gruzu i gałęzi! Kilka miesięcy później zobaczyłem już tylko kilka potłuczonych płyt. Obecnie nawet część z tych fragmentów można z trudem dostrzec na stercie gruzu w kaplicy grobowej. To, gdzie trafiło większość całych płyt, wiedzą chyba tylko złodzieje.


Dobrą wiadomością jest to, iż po tylu latach zaniedbań w końcu pomyślano o zabezpieczeniu murów, uporządkowaniu wnętrza oraz otoczenia świątyni Św. Piotra i Pawła. Warto wspomnieć, że w pobliżu ruin kościoła przetrwał XIX-wieczny klasztor, pełniący obecnie funkcję kaplicy Św. Krzyża. To teraz najlepiej zachowany obiekt zabytkowy w Sobocie. Nic dziwnego, skoro po ostatniej wojnie rozebrano ewangelicki Dom Modlitw oraz pałac. Dodajmy, że oba obiekty długi czas nadawały się do wyremontowania!


Dziś o najbardziej znanych właścicielach rezydencji - von Nostitzach - przypomina jedynie stojące w pobliżu neogotyckie, acz mocno zdewastowane mauzoleum i XIX-wieczna wozownia. 
 
Artykuł zaczerpnieto z:  http://zabytki.powiatlwowecki.info/index.php/ciekawe-historie/26-zabytki/niezwykle-historie/51-zapomniane-zabytki-z-soboty   , napisał Szymon Wrzesiński.

Skomentuj artykuł
Ciekawe. Szkoda, że nie ma zdjęć innych obiektów.
2012-08-27 08:35:56 (8 lat temu)
 
do edek_: Może kiedyś komuś będzie po drodze i odnajdzie mauzoleum czy wozownię, jeśli dotrwają.
2012-08-30 15:53:35 (8 lat temu)
  
Kontakt do administratorów strony Fotopolska.Eu: | Regulamin serwisu: https://fotopolska.eu/2,artykul.html
© Copyright 2012 Neo & Siloy
Kolokacja serwerów Amsnet